sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 3-Lodowe serce

Stała naprzeciwko. Ta sama kobieta, która uratowała mnie i pozwoliła zginąć mojej matce.
-Dlaczego?-spytałam niemal że szeptem-Dlaczego pozwoliłaś jej zginąć?-dodałam widząc jej pytające spojrzenie
-Bo nigdy nie wybaczyłaby mi Twojej śmierci. Matka nie powinna chować swojego dziecka, to smutny przywilej dziecka, by pogrzebać rodziców.-rzekła nieodrywając odemnie wzroku. Toczyłyśmy niemą walkę na spojrzenia, którą po kilku minutach przegrałam.
-Usiądź to wszystkiego się dowiesz.-powiedziała gdy spuściłam wzrok. Usiadłam obok niej przeklinając w duchu, że nie mam przy sobie różdżki.
-Charlotte była córką Charlus'a Potter'a i jego kochanki Minewry. Zaraz po urodzeniu trafiła do domu ojca, bo jej matka umarła przy porodzie. U Potter'ów miała okropne życie, bo była po prostu problemem. Odkąd pamiętam kłuciła się ze swoim przyrodnim bratem-James'em. Do Hogwartu trafiła o rok później niż on a tiara przydzieliła ją do Slytherin'u. Właśnie w ten sposób się poznałyśmy. Byłyśmy razem w dormitorium z jeszcze jedną dziewczyną-Narcyzą. Tworzyłyśmy zgrane trio. Po Hogwarcie każda poszła w swoją stronę, jednak wszystkie popierałyśmy Czarnego Pana. Charlotte zakochała się w Syriuszu Black'u moim kuzynie-tu wskazała na podobiznę mężczyzny połączoną z moją mamą-zresztą z wzajmnością. Syriusz był najlepszym przyjacielem James'a, który nie popierał tego związku. Pokłucili się tak, że Potter nie przyszedł nawet na ślub Twoich rodziców. Pół roku po ślubie urodzili się Fred i George. Gdy mieli rok Charlotte była znowu w ciąży, tym razem z tobą. Czuła, że stanie się coś złego więc upozorowała śmierć biźniaków a tak naprawdę ukryła ich u Weasley'ów. Z tobą zaś ukryła się we Francji. Dopiero zeszłego lata udało mi się odszukać twoich braci i sprowadzić do Black Manor, gdzie obecnie jesteśmy. Szukałam także was, ale nie udało mi się. Dopiero wczoraj, gdy Charlotte wysłała mi wiadomość mrocznym znakiem zdołałam was namierzyć, jednak za późno za co Cię przepraszam.-zakończyła tą smutną historię-Oczywiście możesz odejść, nikt Cię tu nie trzyma siłą.-dodała patrząc na mnie wyczekująco
-A mogę zostać?-spytałam lekko zawstydzona, bo przecież nie często proszę o dach nad głową osobę, której nie znam i która jest w dodatku moją ciotką.
-Oczywiście Camile. Nawet przygotowaliśmy się na taką ewentualność. Pokój w którym się...obudziłaś jest twój.-rzekła ciocia uśmiechając się szeroko. W niczym nie przypominała już tej poważnej damy z którą rozmawiałam
-Dziękuję.-powiedziałam tylko po czym pobiegłam do pokoju. Tym razem postanowiłam się mu lepiej przyjrzeć. Dwie przeciwległe ściany były bordowe a pozostałe [dwie] purpurowe. Sufit był śnieżno-biały tak samo jak toaletka stojąca obok wielkiego, drewnianego łóżka z baldachimem. Dodatkowo były dwa duże okna i drzwi balkonowe. Z sufitu zwisał mały żyrandol, który pomimo swej wielkości musiał dawać dużo światła *przypuszczam tak, bo jest CHYBA dzień*. Naprzeciw posłania były drzwi do łazienki i na korytarz. Mahoniowe panele pozostały nagie idealnie dopełniając wnętrze.
-Wow.-zdołałam wykrztusić po dokładnych oględzinach pomieszczenia
Wyjrzałam przez okno i wprost oślepiło mnie jasne światło słoneczne. Już miałam wyjść z MOJEGO pokoju, gdy przypomniałam Sobie o różdżce schowanej w szufladzie szafki.  Szybko podbiegłam do mebla i otworzyłam odpowiednią przegródkę. Wyjełam mój ,,magiczny patyk" i schowałam do tylniej kieszeni spodni przykrywając ośrodek mocy koszulą. Wybiegłam z pokoju i skierowałam się do wyjścia na zewnątrz.
-Dokąd to się wybierasz młoda damo?-spytała ciotka patrząc na mnie spod przymrużonych powiek
-Na spacer. Muszę TO przemyśleć.-odpowiedziałam szybko akcentując powód mojej małej wycieczki
-Tylko wróć za godzinę na obiad.-rzekła kobieta przepuszczając mnie w drzwiach. Mruknęłam że spróbuje się nie spóźnić i przekroczyłam próg domu.
Wyszłam przed dom i skręciłam w prawo. Szłam wzdłuż parku oglądając się na wszystkie strony. I wtedy go zobaczyłam. Wielki, ognisty ptak leciał prosto do mego domu. Odwróciłam się, by lepiej mu się przyjrzeć gdy ktoś na mnie wpadł. Poleciałam w bok i wylądowałam obok sprawcy tego małego wypadku.
Podniosłam wzrok i moje oczy ujrzały wysokiego i szczupłego chłopca o krótkich blond, niemalże białych włosach.
Miał bladą cerę, ostre rysy twarzy oraz platynowoniebieskie oczy w których można było utonąć. Ubrany był w czarną koszulkę polo, tego samego koloru dżinsy i bałe adidasy. Prezentował się jak prawdziwy arystokrata, dumny i wyniosły.
-Uważaj jak chodzisz.-warknął nawet na mnie nie spoglądając.
-Sam uważaj.-odpowiedziałam podobnym tonem co widać go zdziwiło, bo mięśnie na jego twarzy widocznie się napieły. Spojrzał na mnie i po chwili się rozluźnił
-Powinnaś bardziej panować nad swoją mocą.-rzekł uśmiechając się delikatnie
-Nie wiem o co Ci chodzi.-powiedziałam zmieszana jego nagłą zmianą nastawienia
-Twoje włosy są teraz kasztanowe, nie atramentowe jak przed chwilą.-odpowiedział nachylając się nademną i łapiąc w palce kosmyk moich włosów. Miał rację, moje zazwyczaj czarne fale nabrały hebanowej barwy i skręciły się jeszcze bardziej.
-Nie wiem o czym mówisz.-rzekłam wstając i otrzepując się z ziemi. Chciałam jak najszybciej odejść i rozwiązać zagadkę tej niespodziewanej zmiany. Nim zrobiłam jeden krok poczułam na nadgarstku lekki uścisk. Odwróciłam się i znów zobaczyłam te stalowe tęczówki.
-Nie widziałem Cię nigdy w Hogwarcie więc musisz być z innej szkoły. Beauxbatons?-spytał a mnie zamurowało. Wiedział że jestem czarownicą i sam nie był mugolem. Widać uznał moje milczenie za potwierdzenie tych słów bo uśmiechnął się szeroko i chwycił moją dłoń.
-Nazywam się Draco Malfoy.-rzekł całując miejsce gdzie nasze ciała się stykały [moją dłoń].
-Camile Black.-odpowiedziałam z takim samym uśmiechem.
-Może dasz się zaprosić na mrożoną kawę?-spytał uważnie mi się przyglądając
-Na kawę nie, ale na kakao z miłą chęcią.-powiedziałam nie przestając się uśmiechać. Pomino wcześniejszej nieuprzejmości polubiłam tego blondwłosego czarodzieja.

1 komentarz:

  1. Super! Dzisiaj znalazłam twojego bloga i bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń