Prolog
Zwykły świat.
Zwykła szkoła.
Zwykła dziewczyna ze zwykłymi problemami.
Jednak to nie jest zwykła historia.
Świat czarodziejów nie jest zwykły.
Hogwart nie jest zwykłą szkołą.
Emily nie jest zwykłą dziewczyną a jej problemy są tak wyjątkowe jak ona sama.
Miłość.
Przyjaźń.
Rodzina.
Zdrada.
Nienawiść.
A co jeśli do tego powróci Czarny Pan?
Co jeśli zainteresuje się kimś innym niż Złoty Chłopiec? Kimś, kto zapewni mu po słuszność zarówno Arystokratycznych Rodów Czarodzieji jak i zwykłych, brudnych szlam?
A co jeśli tym kimś jest osoba, która nagle dowiaduje się że jej całe życie było kłamstwem?
Czarny Pan wie, że będzie mógł kierować tą osobą jak szmacianą lalką, dlatego nadchodzi...
Rozdział I
Był ostatni dzień czerwca-uroczyste zakończenie roku szkolnego. Razem z mamą wracałyśmy do naszego domu we Francji. Ja jako absolwentka czwartej klasy a ona jako nauczycielka, która odpocznie od uczennic przez dwa miesiące.
Jak zwykle poruszałyśmy się wozem zaprzężonym w dwa śnieżno-białe pegazy. Część drogi przespałam, budząc się dopiero niedaleko góry Grande Rousse Nord. Choć wiedziałam, że te tereny zamieszkują Górskie trole mama zapewniła mnie, że utrzymują one przyjazne stosunki z ministerstwem.
Poczuła się mniej pewnie, gdy nasz powóz zatrząsł się niebezpiecznie a my zleciałyśmy z wygodnych siedzeń. Mama kazała mi zostać w tej pozycji a sama wstała z różdżką w pogotowiu i wyjrzała przez okno. Nie wiem co tam ujrzała, ale bardzo się przestraszyła i skoczyła na miejsce obok mnie.
-Górskie trole nas atakują. Zbuntowały się przeciw ministerstwu, bo te nie wywiązało się z umowy. Musimy uciekać.-powiedziała odsłaniając lewe ramię na którym zobaczyłam szarą czaszkę połączoną z wężem. Mimo woli się wzdrygnełam.
Mama przyłożyła różdżkę do tatuażu po czym ten gwałtownie pociemniał przybierając atramentowy kolor. Zdążyłam ujrzeć krótki grymas na twarzy rodzicielki po czym obok nas aportowała się wysoka kobieta. Czarne włosy kręciły się już na czubku głowy przez co optycznie podwajały swą ilość. Bystre oczy przypominały dwa węgielki a czerwone usta zamarły w przerażeniu. Była równie piękna co straszna, jednak w tym momencie to ona się bała.
-Bello zabierz ją.-rzekła mama do nowo przybyłej
-A ty Lott.?-spytała szatynka łapiąc mnie za ramię
-Skrytka 957 kluczem jest wiedza o miłości.-zwróciła się do mnie mama-Pamiętaj 957 wiedza o miłości.-powtórzyła po czym jej oczy straciły swój dawny blask a serce z pewnością zaprzestało swej pracy. Chciałam krzyczeć, przeklinać cały świat, lecz nim z mojego gardła wydarł się choćby jęk razem z ,,Bellą" teleportowałyśmy się.
Obudziłam się z krzykiem na ustach. Otworzyłam oczy pewna, że to był tylko sen, jednak gdy znalazłam się w zupełnie nie znanym mi miejscu moja pewność znikła. Nie był to ani mój pokój w Paryżu ani sypialnia w francuskiej szkole magii. Zanim zdążyłam obejrzeć pomieszczenie obok mnie teleportowali się dwaj nastolatkowie. Obaj mieli czarne włosy i niebieskie oczy, które wydały mi się znajome. Byli bardzo wysocy i chudzi, wspomniałam że byli bliźniakami?
-Cześć Emi!-zawołali w tym samym momencie
-Kim jesteście?-spytałam mężnie rozglądając się kątem oka za różdżką.
-Fred.-powiedział ten stojący po prawej.
-George.-rzekł drugi bliźniak.
-Black.-dodali razem na co się delikatnie uśmiechnęłam
-Twoja różdżka leży w drugiej szufladzie od góry.-powiedział Fred łapiąc moje spojrzenie, w odpowiedzi pokiwałam głową. Nie mogłam rzucić się teraz po mój ,,magiczny patyk" bo utwierdziłoby to chłopaków w przekonaniu że się ich boję a ja nie mogłam pozwolić sobie na strach.-Gdzie jesteśmy?-zadałam kolejne pytanie w myślach wypowiadając formułkę zaklęcia tarczy.
-W naszym mieszkaniu w Londynie.-odpowiedział George patrząc nerwowo na zegarek, który przypięty był do jego lewego nadgarstka.
-Jak to w Londynie?-spytałam-Co z moją mamą?-dodałam szybko
-Za dziesięć minut wróci ciocia, więc wszystko Ci wyjaśni. W szafie masz ciuchy, jak się ubierzesz zejdź do salonu.-odezwał się po chwili Fred po czym wraz z bratem teleportowali się.
Niepewnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wybrałam czerwoną koszulę w kratkę z podwijanymi rękawami, białą bluzkę z owieczką, czarne rurki i tego samego koloru trampki, do tego oczywiście bieliznę. Instynktownie otworzyłam pierwsze drzwi po lewej i trafiłam do łazienki. Zrezygnowałam z prysznicu, bo byłam czysta i tylko się przebrałam. Umyłam zęby szczoteczką przy której znalazłam kartkę o treści:
,,Mamy nadzieję, że lubisz niebieskie szczoteczki do mycia zębów /F&G "
Rozczesałam moje długie do pupy atramentowe włosy i zeszłam do salonu.
Było to duże, wysokie pomieszczenie na parterze. Ściany były oliwkowo-zielone i pokryte były wielkim drzewem genealogicznym zaczynającym się pod sufitem na ścianie z kominkiem i obejmującym ściany do niego przyległe. Wchodząc do salonu właśnie ten element przykuwał uwagę. W oknach wisiały długie, omszałe, aksamitne zasłony, również w kolorze zielonym, zaś podłogę pokrywał nowy, brązowy dywan. Po obu stronach kominka stały oszklone serwantki, pełne wielu drogocennych przedmiotów, w rogu pomieszczenia znajdował się stary sekretarzyk a naprzeciwko niego wiekowy fortepian. W centralnej części pokoju rozmieszczone były dwie kanapy i tyle samo foteli w kolorze świeżego popiołu.
Najbardziej zaciekawiło mnie drzewo genealogiczne. Podeszłam bliżej i na wysokości około dwóch metrów dojrzałam podobiznę mojej mamy z dopiskiem "Charlotte Minewra Potter" i połączoną z nią złotą linią podobiznę mężczyzny, który tak jak ja miał czarne włosy. Przypominał on bardzo Fred'a i George'a z tą różnicą, że jego oczy były szare. Podpisany był jako ,,Syriusz Black III". On nich pojedyncza linia biegła do: ,,Fred Orion Black" ,,George Regulus Black" i ,,Emily Andromeda Black" wraz z naszymi portretami. Wreszcie zrozumiałam, dlaczego bliźniacy wydali mi się znajomi. Codziennie gdy patrzę w lustro widzę te same niebieskie oczy, atramentowe włosy i nieco szalony uśmiech.
-Jesteśmy rodzeństwem...
Jak zwykle poruszałyśmy się wozem zaprzężonym w dwa śnieżno-białe pegazy. Część drogi przespałam, budząc się dopiero niedaleko góry Grande Rousse Nord. Choć wiedziałam, że te tereny zamieszkują Górskie trole mama zapewniła mnie, że utrzymują one przyjazne stosunki z ministerstwem.
Poczuła się mniej pewnie, gdy nasz powóz zatrząsł się niebezpiecznie a my zleciałyśmy z wygodnych siedzeń. Mama kazała mi zostać w tej pozycji a sama wstała z różdżką w pogotowiu i wyjrzała przez okno. Nie wiem co tam ujrzała, ale bardzo się przestraszyła i skoczyła na miejsce obok mnie.
-Górskie trole nas atakują. Zbuntowały się przeciw ministerstwu, bo te nie wywiązało się z umowy. Musimy uciekać.-powiedziała odsłaniając lewe ramię na którym zobaczyłam szarą czaszkę połączoną z wężem. Mimo woli się wzdrygnełam.
Mama przyłożyła różdżkę do tatuażu po czym ten gwałtownie pociemniał przybierając atramentowy kolor. Zdążyłam ujrzeć krótki grymas na twarzy rodzicielki po czym obok nas aportowała się wysoka kobieta. Czarne włosy kręciły się już na czubku głowy przez co optycznie podwajały swą ilość. Bystre oczy przypominały dwa węgielki a czerwone usta zamarły w przerażeniu. Była równie piękna co straszna, jednak w tym momencie to ona się bała.
-Bello zabierz ją.-rzekła mama do nowo przybyłej
-A ty Lott.?-spytała szatynka łapiąc mnie za ramię
-Skrytka 957 kluczem jest wiedza o miłości.-zwróciła się do mnie mama-Pamiętaj 957 wiedza o miłości.-powtórzyła po czym jej oczy straciły swój dawny blask a serce z pewnością zaprzestało swej pracy. Chciałam krzyczeć, przeklinać cały świat, lecz nim z mojego gardła wydarł się choćby jęk razem z ,,Bellą" teleportowałyśmy się.
Obudziłam się z krzykiem na ustach. Otworzyłam oczy pewna, że to był tylko sen, jednak gdy znalazłam się w zupełnie nie znanym mi miejscu moja pewność znikła. Nie był to ani mój pokój w Paryżu ani sypialnia w francuskiej szkole magii. Zanim zdążyłam obejrzeć pomieszczenie obok mnie teleportowali się dwaj nastolatkowie. Obaj mieli czarne włosy i niebieskie oczy, które wydały mi się znajome. Byli bardzo wysocy i chudzi, wspomniałam że byli bliźniakami?
-Cześć Emi!-zawołali w tym samym momencie
-Kim jesteście?-spytałam mężnie rozglądając się kątem oka za różdżką.
-Fred.-powiedział ten stojący po prawej.
-George.-rzekł drugi bliźniak.
-Black.-dodali razem na co się delikatnie uśmiechnęłam
-Twoja różdżka leży w drugiej szufladzie od góry.-powiedział Fred łapiąc moje spojrzenie, w odpowiedzi pokiwałam głową. Nie mogłam rzucić się teraz po mój ,,magiczny patyk" bo utwierdziłoby to chłopaków w przekonaniu że się ich boję a ja nie mogłam pozwolić sobie na strach.-Gdzie jesteśmy?-zadałam kolejne pytanie w myślach wypowiadając formułkę zaklęcia tarczy.
-W naszym mieszkaniu w Londynie.-odpowiedział George patrząc nerwowo na zegarek, który przypięty był do jego lewego nadgarstka.
-Jak to w Londynie?-spytałam-Co z moją mamą?-dodałam szybko
-Za dziesięć minut wróci ciocia, więc wszystko Ci wyjaśni. W szafie masz ciuchy, jak się ubierzesz zejdź do salonu.-odezwał się po chwili Fred po czym wraz z bratem teleportowali się.
Niepewnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wybrałam czerwoną koszulę w kratkę z podwijanymi rękawami, białą bluzkę z owieczką, czarne rurki i tego samego koloru trampki, do tego oczywiście bieliznę. Instynktownie otworzyłam pierwsze drzwi po lewej i trafiłam do łazienki. Zrezygnowałam z prysznicu, bo byłam czysta i tylko się przebrałam. Umyłam zęby szczoteczką przy której znalazłam kartkę o treści:
,,Mamy nadzieję, że lubisz niebieskie szczoteczki do mycia zębów /F&G "
Rozczesałam moje długie do pupy atramentowe włosy i zeszłam do salonu.
Było to duże, wysokie pomieszczenie na parterze. Ściany były oliwkowo-zielone i pokryte były wielkim drzewem genealogicznym zaczynającym się pod sufitem na ścianie z kominkiem i obejmującym ściany do niego przyległe. Wchodząc do salonu właśnie ten element przykuwał uwagę. W oknach wisiały długie, omszałe, aksamitne zasłony, również w kolorze zielonym, zaś podłogę pokrywał nowy, brązowy dywan. Po obu stronach kominka stały oszklone serwantki, pełne wielu drogocennych przedmiotów, w rogu pomieszczenia znajdował się stary sekretarzyk a naprzeciwko niego wiekowy fortepian. W centralnej części pokoju rozmieszczone były dwie kanapy i tyle samo foteli w kolorze świeżego popiołu.
Najbardziej zaciekawiło mnie drzewo genealogiczne. Podeszłam bliżej i na wysokości około dwóch metrów dojrzałam podobiznę mojej mamy z dopiskiem "Charlotte Minewra Potter" i połączoną z nią złotą linią podobiznę mężczyzny, który tak jak ja miał czarne włosy. Przypominał on bardzo Fred'a i George'a z tą różnicą, że jego oczy były szare. Podpisany był jako ,,Syriusz Black III". On nich pojedyncza linia biegła do: ,,Fred Orion Black" ,,George Regulus Black" i ,,Emily Andromeda Black" wraz z naszymi portretami. Wreszcie zrozumiałam, dlaczego bliźniacy wydali mi się znajomi. Codziennie gdy patrzę w lustro widzę te same niebieskie oczy, atramentowe włosy i nieco szalony uśmiech.
-Jesteśmy rodzeństwem...
Rozdział II
Wysoka piękność szła pewnym siebie krokiem. Ubrana była w wystawną, czarną suknię, która ciągła się za właścicielką niczym wąż. Atramentowe włosy powiewały na wietrze nadajnąc kobiecie nieco mroczny charakter. Niewątpliwie przyciągała uwagę wielu mężczyzn, jednak żadnego nie zaszczyciła nawet krótkim spojrzeniem czarnych oczu. Nie chodziło tu o to, że szatynka jest mężatką. W każdej chwili mogłaby zdradzić Rudolf'a bez chodźby mrugnięcia pełnym szaleństwa i pasji okiem. Nie robiła tego jednak trwając w przekonaniu, że żaden przedstawiciel płci przeciwnej nie zasługuje by odkryć jej kobiece wdzięki.
Staneła przed wielkimi, drewnianymi drzwiami i bez pukania otworzyła je. W chwili gdy przekroczyła próg Malfoy Manor zmaterializowała się przed nią skrzatka. Ukłoniła się dotykając nosem idealnie wypolerowanej posadzki i przemówiła nieco skrzeczącym głosem:
-Państwo już czekają na Madame w salonie.
Kobieta nic nie odpowiedziała, tylko ruszyła za służącą do pokoju dziennego. Na szarych, skórzanych fotelach siedzieli Lucjusz i Narcyza. Mężczyzna przywitał się z nowo przybyłą skinięciem głowy, zaś jego małżonka pozwoliła sobie na bardziej wylewne powitanie. Z gracją wstała z miejsca i przytuliła przyjaciółkę szepcząc ,,Musimy porozmawiać." i trochę głośniej dodając ,,Miło Cię widzieć." Po tych słowach obie panie zajeły meble naprzeciw siebie. Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał. W końcu Pani Malfoy przerwała zaległą w pomieszczeniu ciszę.
-Bellatrix jaki jest powód Twojej wizyty?-zadała nurtujące ją od otrzymania listu pytanie.
-A czy nie mogę odwiedzić was bez powodu? Zawsze muszę mieć do was sprawę?-prychneła Bella
-Tak.
-Nie.-Odpowiedziało małżeństwo w tym samym momencie.
-Naprawdę wielkie dzięki Lucjuszu.-zwróciła się do mężczyzny, bo to on udzielił twierdzącej odpowiedzi-Koniec żartów, lepiej przejdźmy do konkretów. Jest może Dracon w domu?-powiedziała tym razem urzędowym głosem
Narcyza przełknęła rosnącą gulę w gardle i udzieliła przeczącej odpowiedzi siląc się na spokojny ton.
-To dobrze. Czy was syn wybrał już narzeczoną?-spytała Bella modląc się [?] w duchu, by jej przypuszczenia się nie sprawdziły.
-Nie, ale ma jeszcze dużo czasu do świąt.-znów odpowiedziała Narcyza.
-Dlaczego pytasz Bellatrix?-wtrącił się tym razem ojciec Dracon'a.
-Bo mam dla was idealną kandydatkę-rzekła Madame uśmiechając się szeroko. Wiedziała, że wygrała już tą bitwę.
-Kogo?-odpowiedziało zgodnie małżeństwo.
-Emily Black.-padła odpowiedź
-Jak to Black? Przecież ten ród już wyginął nie licząc...-odezwał się Lucjusz jednak przerwał uświadamiając sobie o kogo chodzi.
-Syriusza mojego pożal się Merlinie kuzyna. Tak Emily to jego córka.-potwierdziła Bella uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Nie zgadzam się. Skoro to jego córka to musi być w Gryffindor'rze i przyjaźnić się z Potter'em.-ryknął pan domu gwałtownie wstając
-Spokojnie Lucjuszu Emily o niczym nie wie. Wychowała się we Francji i nie zna swoich koligacji rodzinnych. Wie tylko, że jej matka nazywała się Charlotte a ojciec Syriusz. I tyle.-wytłumaczyła z niespotykaną u niej cierpliwością szatynka.
-Dobrze przyprowadź ją pod koniec wakacji do nas. Wtedy wraz z Dracon'em podejmiemy decyzję.-powiedział już dużo spokojniej blondyn
No tych słowach Bellatrix wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Zaraz za nią podążyła Narcyza. Obie kobiety zatrzymały się tuż przed progiem i popatrzyły na siebie.
-Wiesz, że teraz wszystko wyjdzie na jaw?-spytała Pani Malfoy. Madame w odpowiedzi skineła głową. Już po chwili kobiety splotły swe ramiona w przyjacielskim uścisku. Bella wyszeptała tylko:
-Ma jej oczy.-po czym przekroczyła próg i z cichym trzaskiem aportowała się do Francji.
Rozdział III
Stała naprzeciwko. Ta sama kobieta, która uratowała mnie i pozwoliła zginąć mojej matce.
-Dlaczego?-spytałam niemal że szeptem-Dlaczego pozwoliłaś jej zginąć?-dodałam widząc jej pytające spojrzenie
-Bo nigdy nie wybaczyłaby mi Twojej śmierci. Matka nie powinna chować swojego dziecka, to smutny przywilej dziecka, by pogrzebać rodziców.-rzekła nieodrywając odemnie wzroku. Toczyłyśmy niemą walkę na spojrzenia, którą po kilku minutach przegrałam.
-Usiądź to wszystkiego się dowiesz.-powiedziała gdy spuściłam wzrok. Usiadłam obok niej przeklinając w duchu, że nie mam przy sobie różdżki.
-Charlotte była córką Charlus'a Potter'a i jego kochanki Minewry. Zaraz po urodzeniu trafiła do domu ojca, bo jej matka umarła przy porodzie. U Potter'ów miała okropne życie, bo była po prostu problemem. Odkąd pamiętam kłuciła się ze swoim przyrodnim bratem-James'em. Do Hogwartu trafiła o rok później niż on a tiara przydzieliła ją do Slytherin'u. Właśnie w ten sposób się poznałyśmy. Byłyśmy razem w dormitorium z jeszcze jedną dziewczyną-Narcyzą. Tworzyłyśmy zgrane trio. Po Hogwarcie każda poszła w swoją stronę, jednak wszystkie popierałyśmy Czarnego Pana. Charlotte zakochała się w Syriuszu Black'u moim kuzynie-tu wskazała na podobiznę mężczyzny połączoną z moją mamą-zresztą z wzajmnością. Syriusz był najlepszym przyjacielem James'a, który nie popierał tego związku. Pokłucili się tak, że Potter nie przyszedł nawet na ślub Twoich rodziców. Pół roku po ślubie urodzili się Fred i George. Gdy mieli rok Charlotte była znowu w ciąży, tym razem z tobą. Czuła, że stanie się coś złego więc upozorowała śmierć biźniaków a tak naprawdę ukryła ich u Weasley'ów. Z tobą zaś ukryła się we Francji. Dopiero zeszłego lata udało mi się odszukać twoich braci i sprowadzić do Black Manor, gdzie obecnie jesteśmy. Szukałam także was, ale nie udało mi się. Dopiero wczoraj, gdy Charlotte wysłała mi wiadomość mrocznym znakiem zdołałam was namierzyć, jednak za późno za co Cię przepraszam.-zakończyła tą smutną historię-Oczywiście możesz odejść, nikt Cię tu nie trzyma siłą.-dodała patrząc na mnie wyczekująco
-A mogę zostać?-spytałam lekko zawstydzona, bo przecież nie często proszę o dach nad głową osobę, której nie znam i która jest w dodatku moją ciotką.
-Oczywiście Emily. Nawet przygotowaliśmy się na taką ewentualność. Pokój w którym się...obudziłaś jest twój.-rzekła ciocia uśmiechając się szeroko. W niczym nie przypominała już tej poważnej damy z którą rozmawiałam
-Dziękuję.-powiedziałam tylko po czym pobiegłam do pokoju. Tym razem postanowiłam się mu lepiej przyjrzeć. Dwie przeciwległe ściany były bordowe a pozostałe [dwie] purpurowe. Sufit był śnieżno-biały tak samo jak toaletka stojąca obok wielkiego, drewnianego łóżka z baldachimem. Dodatkowo były dwa duże okna i drzwi balkonowe. Z sufitu zwisał mały żyrandol, który pomimo swej wielkości musiał dawać dużo światła *przypuszczam tak, bo jest CHYBA dzień*. Naprzeciw posłania były drzwi do łazienki i na korytarz. Mahoniowe panele pozostały nagie idealnie dopełniając wnętrze.
-Wow.-zdołałam wykrztusić po dokładnych oględzinach pomieszczenia.
Wyjrzałam przez okno i wprost oślepiło mnie jasne światło słoneczne. Już miałam wyjść z MOJEGO pokoju, gdy przypomniałam Sobie o różdżce schowanej w szufladzie szafki. Szybko podbiegłam do mebla i otworzyłam odpowiednią przegródkę. Wyjełam mój ,,magiczny patyk" i schowałam do tylniej kieszeni spodni przykrywając ośrodek mocy koszulą. Wybiegłam z pokoju i skierowałam się do wyjścia na zewnątrz.
-Dokąd to się wybierasz młoda damo?-spytała ciotka patrząc na mnie spod przymrużonych powiek
-Na spacer. Muszę TO przemyśleć.-odpowiedziałam szybko akcentując powód mojej małej wycieczki
-Tylko wróć za godzinę na obiad.-rzekła kobieta przepuszczając mnie w drzwiach. Mruknęłam że spróbuje się nie spóźnić i przekroczyłam próg domu.
Wyszłam przed dom i skręciłam w prawo. Szłam wzdłuż parku oglądając się na wszystkie strony. I wtedy go zobaczyłam. Wielki, ognisty ptak leciał prosto do mego domu. Odwróciłam się, by lepiej mu się przyjrzeć gdy ktoś na mnie wpadł. Poleciałam w bok i wylądowałam obok sprawcy tego małego wypadku.
Podniosłam wzrok i moje oczy ujrzały wysokiego i szczupłego chłopca o krótkich blond, niemalże białych włosach.
Miał bladą cerę, ostre rysy twarzy oraz platynowo-niebieskie oczy w których można było utonąć. Ubrany był w czarną koszulkę polo, tego samego koloru dżinsy i bałe adidasy. Prezentował się jak prawdziwy arystokrata, dumny i wyniosły.
-Uważaj jak chodzisz.-warknął nawet na mnie nie spoglądając.
-Sam uważaj.-odpowiedziałam podobnym tonem co widać go zdziwiło, bo mięśnie na jego twarzy widocznie się napieły. Spojrzał na mnie i po chwili się rozluźnił
-Powinnaś bardziej panować nad swoją mocą.-rzekł uśmiechając się delikatnie
-Nie wiem o co Ci chodzi.-powiedziałam zmieszana jego nagłą zmianą nastawienia
-Twoje włosy są teraz kasztanowe, nie atramentowe jak przed chwilą.-odpowiedział nachylając się nade mną i łapiąc w palce kosmyk moich włosów. Miał rację, moje zazwyczaj czarne fale nabrały hebanowej barwy i skręciły się jeszcze bardziej.
-Nie wiem o czym mówisz.-rzekłam wstając i otrzepując się z ziemi. Chciałam jak najszybciej odejść i rozwiązać zagadkę tej niespodziewanej zmiany. Nim zrobiłam jeden krok poczułam na nadgarstku lekki uścisk. Odwróciłam się i znów zobaczyłam te stalowe tęczówki.
-Nie widziałem Cię nigdy w Hogwarcie więc musisz być z innej szkoły. Beauxbatons?-spytał a mnie zamurowało. Wiedział że jestem czarownicą i sam nie był mugolem. Widać uznał moje milczenie za potwierdzenie tych słów bo uśmiechnął się szeroko i chwycił moją dłoń.
-Nazywam się Draco Malfoy.-rzekł całując miejsce gdzie nasze ciała się stykały [moją dłoń].
-Emily Black.-odpowiedziałam z takim samym uśmiechem.
-Może dasz się zaprosić na mrożoną kawę?-spytał uważnie mi się przyglądając
-Na kawę nie, ale na kakao z miłą chęcią.-powiedziałam nie przestając się uśmiechać. Pomimo wcześniejszej nieuprzejmości polubiłam tego blond-włosego czarodzieja.
-Emily Black.-padła odpowiedź
-Jak to Black? Przecież ten ród już wyginął nie licząc...-odezwał się Lucjusz jednak przerwał uświadamiając sobie o kogo chodzi.
-Syriusza mojego pożal się Merlinie kuzyna. Tak Emily to jego córka.-potwierdziła Bella uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Nie zgadzam się. Skoro to jego córka to musi być w Gryffindor'rze i przyjaźnić się z Potter'em.-ryknął pan domu gwałtownie wstając
-Spokojnie Lucjuszu Emily o niczym nie wie. Wychowała się we Francji i nie zna swoich koligacji rodzinnych. Wie tylko, że jej matka nazywała się Charlotte a ojciec Syriusz. I tyle.-wytłumaczyła z niespotykaną u niej cierpliwością szatynka.
-Dobrze przyprowadź ją pod koniec wakacji do nas. Wtedy wraz z Dracon'em podejmiemy decyzję.-powiedział już dużo spokojniej blondyn
No tych słowach Bellatrix wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Zaraz za nią podążyła Narcyza. Obie kobiety zatrzymały się tuż przed progiem i popatrzyły na siebie.
-Wiesz, że teraz wszystko wyjdzie na jaw?-spytała Pani Malfoy. Madame w odpowiedzi skineła głową. Już po chwili kobiety splotły swe ramiona w przyjacielskim uścisku. Bella wyszeptała tylko:
-Ma jej oczy.-po czym przekroczyła próg i z cichym trzaskiem aportowała się do Francji.
Rozdział III
Stała naprzeciwko. Ta sama kobieta, która uratowała mnie i pozwoliła zginąć mojej matce.
-Dlaczego?-spytałam niemal że szeptem-Dlaczego pozwoliłaś jej zginąć?-dodałam widząc jej pytające spojrzenie
-Bo nigdy nie wybaczyłaby mi Twojej śmierci. Matka nie powinna chować swojego dziecka, to smutny przywilej dziecka, by pogrzebać rodziców.-rzekła nieodrywając odemnie wzroku. Toczyłyśmy niemą walkę na spojrzenia, którą po kilku minutach przegrałam.
-Usiądź to wszystkiego się dowiesz.-powiedziała gdy spuściłam wzrok. Usiadłam obok niej przeklinając w duchu, że nie mam przy sobie różdżki.
-Charlotte była córką Charlus'a Potter'a i jego kochanki Minewry. Zaraz po urodzeniu trafiła do domu ojca, bo jej matka umarła przy porodzie. U Potter'ów miała okropne życie, bo była po prostu problemem. Odkąd pamiętam kłuciła się ze swoim przyrodnim bratem-James'em. Do Hogwartu trafiła o rok później niż on a tiara przydzieliła ją do Slytherin'u. Właśnie w ten sposób się poznałyśmy. Byłyśmy razem w dormitorium z jeszcze jedną dziewczyną-Narcyzą. Tworzyłyśmy zgrane trio. Po Hogwarcie każda poszła w swoją stronę, jednak wszystkie popierałyśmy Czarnego Pana. Charlotte zakochała się w Syriuszu Black'u moim kuzynie-tu wskazała na podobiznę mężczyzny połączoną z moją mamą-zresztą z wzajmnością. Syriusz był najlepszym przyjacielem James'a, który nie popierał tego związku. Pokłucili się tak, że Potter nie przyszedł nawet na ślub Twoich rodziców. Pół roku po ślubie urodzili się Fred i George. Gdy mieli rok Charlotte była znowu w ciąży, tym razem z tobą. Czuła, że stanie się coś złego więc upozorowała śmierć biźniaków a tak naprawdę ukryła ich u Weasley'ów. Z tobą zaś ukryła się we Francji. Dopiero zeszłego lata udało mi się odszukać twoich braci i sprowadzić do Black Manor, gdzie obecnie jesteśmy. Szukałam także was, ale nie udało mi się. Dopiero wczoraj, gdy Charlotte wysłała mi wiadomość mrocznym znakiem zdołałam was namierzyć, jednak za późno za co Cię przepraszam.-zakończyła tą smutną historię-Oczywiście możesz odejść, nikt Cię tu nie trzyma siłą.-dodała patrząc na mnie wyczekująco
-A mogę zostać?-spytałam lekko zawstydzona, bo przecież nie często proszę o dach nad głową osobę, której nie znam i która jest w dodatku moją ciotką.
-Oczywiście Emily. Nawet przygotowaliśmy się na taką ewentualność. Pokój w którym się...obudziłaś jest twój.-rzekła ciocia uśmiechając się szeroko. W niczym nie przypominała już tej poważnej damy z którą rozmawiałam
-Dziękuję.-powiedziałam tylko po czym pobiegłam do pokoju. Tym razem postanowiłam się mu lepiej przyjrzeć. Dwie przeciwległe ściany były bordowe a pozostałe [dwie] purpurowe. Sufit był śnieżno-biały tak samo jak toaletka stojąca obok wielkiego, drewnianego łóżka z baldachimem. Dodatkowo były dwa duże okna i drzwi balkonowe. Z sufitu zwisał mały żyrandol, który pomimo swej wielkości musiał dawać dużo światła *przypuszczam tak, bo jest CHYBA dzień*. Naprzeciw posłania były drzwi do łazienki i na korytarz. Mahoniowe panele pozostały nagie idealnie dopełniając wnętrze.
-Wow.-zdołałam wykrztusić po dokładnych oględzinach pomieszczenia.
Wyjrzałam przez okno i wprost oślepiło mnie jasne światło słoneczne. Już miałam wyjść z MOJEGO pokoju, gdy przypomniałam Sobie o różdżce schowanej w szufladzie szafki. Szybko podbiegłam do mebla i otworzyłam odpowiednią przegródkę. Wyjełam mój ,,magiczny patyk" i schowałam do tylniej kieszeni spodni przykrywając ośrodek mocy koszulą. Wybiegłam z pokoju i skierowałam się do wyjścia na zewnątrz.
Wyjrzałam przez okno i wprost oślepiło mnie jasne światło słoneczne. Już miałam wyjść z MOJEGO pokoju, gdy przypomniałam Sobie o różdżce schowanej w szufladzie szafki. Szybko podbiegłam do mebla i otworzyłam odpowiednią przegródkę. Wyjełam mój ,,magiczny patyk" i schowałam do tylniej kieszeni spodni przykrywając ośrodek mocy koszulą. Wybiegłam z pokoju i skierowałam się do wyjścia na zewnątrz.
-Dokąd to się wybierasz młoda damo?-spytała ciotka patrząc na mnie spod przymrużonych powiek
-Na spacer. Muszę TO przemyśleć.-odpowiedziałam szybko akcentując powód mojej małej wycieczki
-Tylko wróć za godzinę na obiad.-rzekła kobieta przepuszczając mnie w drzwiach. Mruknęłam że spróbuje się nie spóźnić i przekroczyłam próg domu.
Wyszłam przed dom i skręciłam w prawo. Szłam wzdłuż parku oglądając się na wszystkie strony. I wtedy go zobaczyłam. Wielki, ognisty ptak leciał prosto do mego domu. Odwróciłam się, by lepiej mu się przyjrzeć gdy ktoś na mnie wpadł. Poleciałam w bok i wylądowałam obok sprawcy tego małego wypadku.
Podniosłam wzrok i moje oczy ujrzały wysokiego i szczupłego chłopca o krótkich blond, niemalże białych włosach.
Miał bladą cerę, ostre rysy twarzy oraz platynowo-niebieskie oczy w których można było utonąć. Ubrany był w czarną koszulkę polo, tego samego koloru dżinsy i bałe adidasy. Prezentował się jak prawdziwy arystokrata, dumny i wyniosły.
-Uważaj jak chodzisz.-warknął nawet na mnie nie spoglądając.
-Sam uważaj.-odpowiedziałam podobnym tonem co widać go zdziwiło, bo mięśnie na jego twarzy widocznie się napieły. Spojrzał na mnie i po chwili się rozluźnił
-Powinnaś bardziej panować nad swoją mocą.-rzekł uśmiechając się delikatnie
-Nie wiem o co Ci chodzi.-powiedziałam zmieszana jego nagłą zmianą nastawienia
-Twoje włosy są teraz kasztanowe, nie atramentowe jak przed chwilą.-odpowiedział nachylając się nade mną i łapiąc w palce kosmyk moich włosów. Miał rację, moje zazwyczaj czarne fale nabrały hebanowej barwy i skręciły się jeszcze bardziej.
-Nie wiem o czym mówisz.-rzekłam wstając i otrzepując się z ziemi. Chciałam jak najszybciej odejść i rozwiązać zagadkę tej niespodziewanej zmiany. Nim zrobiłam jeden krok poczułam na nadgarstku lekki uścisk. Odwróciłam się i znów zobaczyłam te stalowe tęczówki.
-Nie widziałem Cię nigdy w Hogwarcie więc musisz być z innej szkoły. Beauxbatons?-spytał a mnie zamurowało. Wiedział że jestem czarownicą i sam nie był mugolem. Widać uznał moje milczenie za potwierdzenie tych słów bo uśmiechnął się szeroko i chwycił moją dłoń.
-Nazywam się Draco Malfoy.-rzekł całując miejsce gdzie nasze ciała się stykały [moją dłoń].
-Emily Black.-odpowiedziałam z takim samym uśmiechem.
-Może dasz się zaprosić na mrożoną kawę?-spytał uważnie mi się przyglądając
-Na kawę nie, ale na kakao z miłą chęcią.-powiedziałam nie przestając się uśmiechać. Pomimo wcześniejszej nieuprzejmości polubiłam tego blond-włosego czarodzieja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz