Perspektywa Eveline:
Obudziłam się w jeszcze gorszym humorze niż zasnełam. Głowa wydawała mi się zbyt ciężka, by ją podnieść a skronie pulsowały tępym bólem. Dodatkowo moje wyczulone zmysły rejestrowały nawet najmniejszy hałas. Kto normalny o *tu spojrzałam na zegar stojący pod telewizorem* 19 bierze prysznic śpiewając rosyjskie piosenki?
-Rastsvetali iabloni i grushi,
Poplyli tumany nad rekoj.
Vykhodila na bereg Katyusha,
Na vysokij bereg na krutoj.
Vykhodila, pesniu zavodila
Pro stepnogo, sizogo orla,
Pro togo, kotorogo liubila,
Pro togo, chi pisma beregla.
Oj ty, pesnia, pesenka devichia,
Ty leti za iasnym solntsem vsled.
I bojtsu na dalnem pograniche
Ot Katyushi peredaj privet.
Pust on vspomnit devushku prostuiu,
Pust uslyshit, kak ona poet,
Pust on zemliu berezhet rodnuiu,
A liubov Katyusha sberezhet.*-brzmiał niski głos, który pomimo dzielącej nas odległości zdawał się wprawiać w ruch otaczające mnie powietrze. Na szczęście wraz z ostatnią wzrotką szum wody ucichł co oznaczać mogło tylko koniec kąpieli a co za tym idzie wybawienie dla moich uszu. Zanim zdążyłam się chodźby uśmiechnąć usłyszałam natarczywe pukanie do drzwi.
Perspektywa James'a:
Nie wiem dlaczego zgodziłem się pójść do tej dziewczyny. Bo byłem ciekawy? Chyba tak. Jak inaczej wyjaśnić to, że właśnie stoję przed mieszkaniem Cole'a i próbuję się dostać do środka, gdzie czeka na mnie chora nieznajoma? Mówiąc chora mam na myśli przeziębiona czy coś.
Wreszcie moje modlitwy zostały wysłuchane i drzwi otworzyły się delikatnie. Pojawiła się w nich blada twarz dziewczyny. Oczy miała jasno zielone, nos lekko zadarty a miodowe włosy strerczały na wszystkie strony. Ubrana była w niebieską, flanelową koszulę i dżinsy.
-Kim jesteś?-spytała lustrując mnie wzrokiem
-James Fisher.-odpowiedziałem uśmiechając się szeroko i wyciągając w jej stronę dłoń, którą uścisnęła z niebywałą siłą
-Eveline.-przedstawiła się wychodząc z mieszkania i stając naprzeciw mnie. Była całkiem wysoka, lecz stojąc tak blisko musiała zadrzeć lekko głowę by na mnie spojrzeć.
-Co tu robisz?-zadała kolejne pytanie
-Cole, to znaczy Twój opiekun czy jak go tam nazywasz poprosił bym przyszedł do Ciebie, bo i tak nie chciałem być na meczu. Mówił, że byłaś bardzo blada jak wychodził i nie chciał wyciągać Cię chorej z domu. Jak widzę miał rację. Marnie wyglądasz.-stwierdziłem patrząc prosto w jej śliczne oczy.
-Dzięki, nic mi nie jest.-odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Zapadła chwila ciszy, po czym Eveline nabrała gwałtownie powietrza a jej policzki nadeły się przybierając zielonkawy odcień. Dziewczyna wbiegła do mieszkania zostawiając mnie przed drzwiami. Nim zdążyłem się zdenerwować usłyszałem serię dziwnych odgłosów zza framugi. Przekroczyłem próg i pobiegłem do łazienki w której zapalone było światło.
Na miejscu zobaczyłem nastolatkę klęczącą przed muszlą klozetową i najzwyczajniej w świecie rzygającą. Pokonałem dzielącą nas odległość w dwóch krokach i kucnąłem tuż obok. Odgarnąłem jej jasne loki z twarzy i przytrzymałem za czoło. Po paru minutach dziewczyna skończyła więc pomogłem jej wstać i dojść do umywalki. Blondynka nalała zimnej wody do kubeczka i przepłukała usta a potem umyła twarz. Gdy skończyła wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu. W międzyczasie zauważyłem, że nie jest już zielona, tylko różowa ze zmęczenia. Położyłem Evi na kanapie i przykryłem kocem leżącym na fotelu. Upewniając się, że dziewczyna jest bezpieczna i ma pusty żołądek skierowałem swoje kroki do kuchni. Tam zaparzyłem melisse i wróciłem do blondynki.
-Wypij.-poleciłem kucając obok kanapy na której leżała. Dziewczyna wzieła mały łyczek napoju do ust po czym równie szybko wypluła napar prosto na moje włosy. Chciałem powiedzieć, że dopiero myłem głowę, ale zabrzmiałoby to chyba zbyt narcystycznie.
-Kurwa chcesz mnie otruć?-spytała wycierając usta o koc.
-A ty chcesz mnie wkurzyć? Jeśli nie to pij albo Cię do tego zmuszę.-Odpowiedziałem już lekko zdenerwowany.
-Nie mam zamiaru Cię słuchać a teraz branoc idę spać.-rzekła blondynka zamykając oczy
-Nie mam zamiaru się z Tobą bawić.-syknąłem tracąc cierpliwość
-Spójrzmy prawdzie w oczy nigdy nie zmusisz mnie do wypicia tego...czegoś.-powiedziała otwierając oczy i uważnie lustrując mnie ironicznym wzrokiem. W odpowiedzi złapałem ją w talii i posadziłem sobie na kolanach. Wolną ręką ścisnąłem lekko jej policzki a malinowe usta same się otworzyły. Złapałem do drugiej ręki kubek melissy i nim blondynka zdążyła zareagować wlałem jej do gardła jedną trzecią zawartości kubka. Gdy wreszcie ją puściłem i odstawiłem do poprzedniej pozycji Evi szepneła:
-To było chamskie laluniu.
****************************************************************************
*[Katiusza-Chór Aleksandrowa]
Pływały mgły nad rzeką,
Wychodziła na brzeg Kasieńka,
Na wysoki, stromy brzeg.
Wychodziła, pieśń wiodła
O stepowym, siwym orle,
O tym, którego kochała,
O tym, którego listy skarbiła.
Oj, ty piosnko, piosneczko dziewicza,
Ty leć za jasnym słońcem w ślad,
I żołnierzowi na dalekim pograniczu,
Od Kasieńki przekaż pozdrowienia.
Niech on wspomni prostą dzieweczkę,
Niech usłyszy, jak ona śpiewa,
Niech on ziemi strzeże ojczystej,
A miłość Kasieńki zachowa.-polskie tłumaczenie dla chętnych,
Świetny blog! Uwielbiam czytać twoje opowiadania :) Dlatego zostałaś nominowana do nagrody Libster Award :D Więcej informacji znajdziesz na http://storiesofnefilim.blogspot.com/ Gratulacje! ;)
OdpowiedzUsuń