sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 1-Lodowe serce

Był ostatni dzień czerwca-uroczyste zakończenie roku szkolnego. Razem z mamą wracałyśmy do naszego domu we Francji. Ja jako absolwentka czwartej klasy a ona jako nauczycielka, która odpocznie od uczennic przez dwa miesiące.
Jak zwykle poruszałyśmy się wozem zaprzężonym w dwa śnieżno-białe pegazy. Część drogi przespałam, budząc się dopiero niedaleko góry Grande Rousse Nord. Choć wiedziałam, że te tereny zamieszkują Górskie trole mama zapewniła mnie, że utrzymują one przyjazne stosunki z ministerstwem.
Poczuła się mniej pewnie, gdy nasz powóz zatrząsł się niebezpiecznie a my zleciałyśmy z wygodnych siedzeń. Mama kazała mi zostać w tej pozycji a sama wstała z różdżką w pogotowiu i wyjrzała przez okno. Nie wiem co tam ujrzała, ale bardzo się przestraszyła i skoczyła na miejsce obok mnie.
-Górskie trole nas atakują. Zbuntowały się przeciw ministerstwu, bo te nie wywiązało się z umowy. Musimy uciekać.-powiedziała odsłaniając lewe ramię na którym zobaczyłam szarą czaszkę połączoną z wężem. Mimo woli się wzdrygnełam.
Mama przyłożyła różdżkę do tatuażu po czym ten gwałtownie pociemniał przybierając atramentowy kolor. Zdążyłam ujrzeć krótki grymas na twarzy rodzicielki po czym obok nas aportowała się wysoka kobieta. Czarne włosy kręciły się już na czupku głowy przez co optycznie podwajały swą ilość. Bystre oczy przypominały dwa węgielki a czerwone usta zamarły w przerażeniu. Była równie piękna co straszna, jednak w tym momencie to ona się bała.
-Bello zabierz ją.-rzekła mama do nowo przybyłej
-A ty Lott.?-spytała szatynka łapiąc mnie za ramię
-Skrytka 957 kluczem jest wiedza o miłości.-zwróciła się do mnie mama-Pamiętaj 957 wiedza o miłości.-powtórzyła po czym jej oczy straciły swój dawny blask a serce z pewnością zaprzestało swej pracy. Chciałam krzyczeć, przeklinać cały świat, lecz nim z mojego gardła wydarł się chodźby jęk razem z ,,Bellą" teleportowałyśmy się.
Obudziłam się z krzykiem na ustach. Otworzyłam oczy pewna, że to był tylko sen, jednak gdy znalazłam się w zupełnie nie znanym mi miejscu moja pewność znikła. Nie był to ani mój pokój w Paryżu ani sypialnia w francuskiej szkole magii. Zanim zdążyłam obejrzeć pomieszczenie obok mnie teleportowali się dwaj nastolatkowie. Obaj mieli czarne włosy i niebieskie oczy, które wydały mi się znajome. Byli bardzo wysocy i chudzi, wspomniałam że byli bliźniakami?
-Cześć Cami!-zawołali w tym samym momencie
-Kim jesteście?-spytałam mężnie rozglądając się kątem oka za różdżką.
-Fred.-powiedział ten stojący po prawej.
-George.-rzekł drugi bliźniak.
-Black.-dodali razem na co się delikatnie uśmiechnełam
-Twoja różdżka leży w drugiej szufladzie od góry.-powiedział Fred łapiąc moje spojrzenie, w odpowiedzi pokiwałam głową. Nie mogłam rzucić się teraz po mój ,,magiczny patyk" bo utwierdziłoby to chłopaków w przekonaniu że się ich boję a ja nie mogłam pozwolić sobie na strach.
-Gdzie jesteśmy?-zadałam kolejne pytanie w myślach wypowiadając formułkę zaklęcia tarczy.
-W naszym mieszkaniu w Londynie.-odpowiedział George patrząc nerwowo na zegarek, który przypięty był do jego lewego nadgarstka.
-Jak to w Londynie?-spytałam-Co z moją mamą?-dodałam szybko
-Za dziesięć minut wróci ciocia, więc wszystko Ci wyjaśni. W szafie masz ciuchy, jak się ubierzesz zejdź do salonu.-odezwał się po chwili Fred po czym wraz z bratem teleportowali się.
Niepewnie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wybrałam czerwoną koszulę w kratkę z podwijanymi rękawami, białą bluzkę z owieczką, czarne rurki i tego samego koloru trampki, do tego oczywiście bieliznę. Instynktownie otworzyłam pierwsze drzwi po lewej i trafiłam do łazienki. Zrezygnowałam z prysznicu, bo byłam czysta i tylko się przebrałam. Umyłam zęby szczoteczką przy której znalazłam kartkę o treści:
,,Mamy nadzieję, że lubisz niebieskie szczoteczki do mycia zębów /F&G "
Rozczesałam moje długie do pupy atramentowe włosy i zeszłam do salonu.
Było to duże, wysokie pomieszczenie na parterze. Ściany były oliwkowo-zielone i pokryte były wielkim drzewem genealogicznym zaczynającym się pod sufitem na ścianie z kominkiem i obejmującym ściany do niego przyległe. Wchodząc do salonu właśnie ten element przykuwał uwagę.  W oknach wisiały długie, omszałe, aksamitne zasłony, również w kolorze zielonym, zaś podłogę pokrywał nowy, brązowy dywan. Po obu stronach kominka stały oszklone serwantki, pełne wielu drogocennych przedmiotów, w rogu pomieszczenia znajdował się stary sekretarzyk a naprzeciwko niego wiekowy fortepian. W centralnej części pokoju rozmieszczone były dwie kanapy i tyle samo foteli w kolorze świerzego popiołu.
Najbardziej zaciekawiło mnie drzewo genealogiczne. Podeszłam bliżej i na wysokości około dwóch metrów dojrzałam podobiznę mojej mamy z dopisem "Charlotte Minewra Potter" i połączoną z nią złotą linią podobiznę mężczyzny, który tak jak ja miał czarne włosy. Przypominał on bardzo Fred'a i George'a z tą różnicą, że jego oczy były szare. Podpisany był jako ,,Syriusz Black III". On nich pojedyńcza linia biegła do: ,,Fred Orion Black"  ,,George Regulus Black" i ,,Camile Andromeda Black" wraz z naszymi portretami. Wreszcie zrozumiałam, dlaczego bliźniacy wydali mi się znajomi. Codziennie gdy patrzę w lustro widzę te same niebieskie oczy, atramentowe włosy i nieco szalony uśmiech.
-Jesteśmy rodzeństwem...

1 komentarz: